Rozdział IV
- I co było dalej? - zapytała Kalia
- Nie dam rady. To zbyt straszne. - odpowiedziała Luci
- Może chociaż spróbujesz - powiedziała Casandra
- Dobrze. Spróbuję. Chcąc nie chcąc musiałam iść do łazienki. Przemknęłam obok ich
pokoju, ale niestety zobaczyłam kawałek filmu. Była na nim krzycząca dziewczyna
wokół, której krążyły cienie. Stałam jak zaczarowana i nagle sama zaczęłam
widzieć cienie. Uciekłam do łazienki. Usiadłam w kącie i zaczęłam płakać. Były
wszędzie. Nie mogłam od nich uciec. Skuloną w kącie znalazła mnie jedna ze
starszych dziewczyn. Okropnie się przestraszyła, że coś mi się stało. Niestety nie miałam
żadnych ran na ciele, ale w duszy owszem. Co wieczór płakałam w poduszkę. Bałam się.
Nikt nie mógł do mnie dotrzeć. Nikt. W końcu sąd zadecydował przeniesienie mnie do
innej placówki gdzie poznałam was. I koniec opowieści.
- Czy nadal widzisz te cienie? - spytała Casandra
- Tak, nadal je widzę - odpowiedziała Luci
- To dlaczego nam nigdy nic nie powiedziałaś? - zapytała Kalia
- Chciałam was ochronić - powiedziała Luci
Kalia nie wytrzymała. Zaczęła krzyczeć na Luci:
- Chciała nas chronić. Chronić. Niby przed czym? Przed jakimiś cieniami?
Myślałam, że możemy sobie ufać. Myślałam, że nie mamy przed sobą tajemnic, ale
myliłam się. Jak mogłaś? Cienie nic by nam niezrobiły. Przecież my ich nie widzimy.
Nie mogą nas dotknąć. Nie mogą nas uderzyć.
- I tu się mylisz. Jeszcze ich nie widzicie. Jeszcze. Nie pokazały się wam. Ale teraz skoro
o nich wiecie. Nie zaznacie spokoju. Już nigdy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz